Zgodnie z przedmeczowymi zapowiedziami trenerzy obu drużyn desygnowali do gry piłkarzy, którzy na co dzień nie mają wielkich szans na występ od pierwszych minut. Choć, jak po meczu podkreślał Czesław Michniewicz: "
Piłkarze, którzy dziś zagrali wcale nie są piłkarzami ?drugiego? składu. Wszyscy trenują z pierwszym zespołem i to oni w maju, gdy przyjdzie nam rozegrać 6 meczy w trzydniowych odstępach będą decydowali o obliczu drużyny.".
Samo spotkanie było bardzo przeciętnym widowiskiem a o pierwszej połowie lepiej czym prędzej zapomnieć. W początkowych 45 minutach piłkarze obu drużyn nie tylko nie potrafili oddać celnego strzału na bramkę rywala, ale także zbliżyć się w okolice jego pola karnego.
Druga odsłona rozpoczęła się od piekielnie mocnego strzału Czerkasa z 30 metrów, jednak jego uderzenie w środek bramki pewnie wyłapał Michal Vaclavik.
W raz z upływem czasu coraz bardziej widoczna stawała się przewaga lubinian, którzy za sprawą Rui Miguela, łatwiej przedostawali się w pole karne gości. Niestety dogodnych sytuacji nie potrafili zakończyć celnym strzałem. Sam Portugalczyk zaś nie tylko wypracowywał piłki kolegom, ale także był bardzo blisko zdobycia bramki. W 69 minucie przedarł się w pole karne zostawiając za plecami trójkę obrońców Odry i gdy składał się już do strzału, został przez jednego z nich powalony na ziemię. Piłka padła wówczas łupem golkipera Odry a pomocnik Zagłębia został ukarany żółtą kartką. Po meczu Miguel pytał "
Czy w Polsce to normalna sytuacja?". Prezes Zagłębia ? Robert Pietryszyn - zaproponował, w odpowiedz że na własny koszt wyśle sędziego Żyro na kurs doszkalający.
Nieco więcej emocji było w końcówce spotkania. Najpierw z boiska został wyrzucony Vidas Alunderis, który w 88 minucie po raz drugi otrzymał żółtą kartką (pierwszą zobaczył tuż przed gwizdkiem kończącym pierwszą część meczu). Następnie wodzisławianie egzekwowali rzut wolny, po którym Michal Vaclavik z trudem wyłapał dośrodkowanie w pole karne. Wreszcie nasz bramkarz długim wykopem posłał piłkę w okolice pola karnego Odry, wprost pod nogi wychodzącego na czystą pozycję Łukasza Piszczka. Ten ze stoickim spokojem, fantastycznym lobem pokonał interweniującego - daleko od własnej bramki - Wojciecha Skabę i ustalił wynik meczu.
Przeczytaj wypowiedź Czesława Michniewicza...Przeczytaj wypowiedź Jacka Zielińskiego...